MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Piątek, 10 lipca
im. Amelii, Antoniego, Filipa

W okolicy Andrzejówki zginął paraglajciarz

Wiadomości: REGION, Andrzejówka
Piątek, 17 lipca 2009, 18:59
Aktualizacja: Niedziela, 19 lipca 2009, 8:19
Autor: MOBI
W czwartek wieczorem w rejonie góry Klin koło Andrzejówki na drzewie zawisł 59–letni paraglajciarz z Wrocławia. Mimo podjętej akcji ratowniczej i 1,5 godzinnej reanimacji, zmarł.

- Przyjęliśmy zgłoszenie o tym, że parglajciarz wsi na drzewie i uskarża się na ból kręgosłupa od innego z paraglajciarzy, który wraz z grupą latał w pewnej odległości od miejsca zdarzenia. We trzech udaliśmy się na górę Klin. Pierwsze, co zauważyłem, to że był wypięty z uprzęży. Próbowałem nawiązać kontakt z poszkodowanym, ale było widać, że jest po urazie i trudno było mi się komunikować. Mimo to udało się jednak ustalić, że uskarża się na ból kręgosłupa w okolicy lędźwiowej oraz na ból nogi – relacjonuje prowadzący akcję Mariusz Rzepecki, zastępca naczelnika GOPR grupy wałbrzysko-kłodzkiej.

- Ubrałem się więc w uprząż – kolega mnie asekurował – i zacząłem wchodzić na drzewo. W połowie drogi straciłem kontakt z poszkodowanym, a gdy doszedłem, był już nieprzytomny.Nadal prowadziłem czynności, a koledzy w tym czasie wezwali już pogotowie. Wiadomym było, że poszkodowany jest nieprzytomny i bez oddechu, jednak tam na górze nie mogłem stwierdzić, czy jest akcja serca – technicznie było to niewykonalne – wyjaśnia dalej.

Po zdjęciu wrocławianina z drzewa, dwaj ratownicy podjęli czynności reanimacyjne, a Mariusz Rzepecki pojechał po zespół reanimacyjny pogotowia do Andrzejówki, bowiem karetka nie była w stanie dojechać na górę Klin. Po przybyciu zespołu pogotowia, lekarz zaintubował 59-latka, podał mu leki i wykonał defibrylację. W końcu lekarz zadecydował, że należy wezwać pogotowie lotnicze, jednak jeden ze śmigłowców był w okolicy Łodzi, a na drugi, z okolic Gorzowa Wielkopolskiego, należałoby czekać dwie godziny. Lekarz podjął więc decyzję o przetransportowaniu do karetki, przy czym cały czas prowadzono czynności reanimacyjne. - W sumie reanimacja trwała 1,5 godziny – mówi Rzepaki. Niestety, lekarz stwierdził zgon.

Trwają czynności mające na celu wyjaśnić przyczynę zgonu, jak i okoliczności wypadku.

Zalecane jest, aby po wylądowaniu na drzewie nie wypinać się z uprzęży, bo w przypadku akcji ratowniczej można wtedy podczepić linę pod karabinki uprzęży. Poza tym paraglajt jest dobrym zabezpieczeniem przed upadkiem. Z tego samego względu nie powinno się też ściągać kasku.

Dobrze też posiadać przy sobie z 30 cm cienkiej linki, którą w razie wylądowania na drzewie, można wciągnąć potrzebny sprzęt – piłę czy dodatkową linę. Albo nawet butelkę wody podaną przez innego paraglajciarza w trakcie czekania na pomoc. Bo dobrze jest latać w grupie.

Przypominamy też nr alarmowy GOPR: 601-100-300.

Czytaj również

Wyborcza loteria

Przeszkadzała mu wiata

Przyjedzie Duda

Komentarze (2) Dodaj komentarz

~taki jeden 19-07-2009 1:10
Panowie: nie zainkubował tylko zaintubował, od słowa: intubacja. Zabieg polegający na włożeniu rurki z tworzywa sztucznego do tchawicy, aby utrzymać drożność dróg oddechowych. Druga sprawa: jak można podać choremu defibrylator? To nie tabletka, ani nic co chory może potrzymać. Można natomiast wykonać defibrylację lub zdefibrylować pacjenta.
MOBI 19-07-2009 9:28
Fachowo. Ale słusznie.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Książ zapłaci czynsz

Sam się okradł...

W markecie najłatwiej...

Duda w Wałbrzychu

Aglomeracja dla medyków