MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Spotkanie z Beatą Tyszkiewicz na Festiwalu Reżyserii Filmowej

Wiadomości: Jelenia Góra
Środa, 10 czerwca 2015, 8:50
Aktualizacja: Czwartek, 11 czerwca 2015, 14:45
Autor: Manu/Jelonka.com/opr.red.
Fot. Tomasz Raczyński/Jelonka.com
Po 7 latach organizowany w Świdnicy Festiwal Reżyserii Filmowej przeniósł się do Jeleniej Góry. W tegorocznej edycji z publicznością spotkała się jedna z najpopularniejszych polskich aktorek kinowych Beata Tyszkiewicz. A w ramach festiwalu przypomniana została jej rola intrygującej i pięknej szlachcianki Izabeli Łęckiej w ekranizacja powieści Bolesława Prusa “Lalka” (z 1968 r.) w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa.

Beata Tyszkiewicz, określana mianem pierwszej damy polskiego filmu — nie tylko ze względu na arystokratyczne pochodzenie i odtwarzane role arystokratek, ale także ze względu na walory prezentowanej sztuki aktorskiej. Od roku 1994 jest prezesem Fundacji Kultury Polskiej wspomagającej kulturę polską w kraju i za granicą, pomagającej wybitnie uzdolnionym dzieciom. Zajmuje się także fotografią i pisaniem. Wydała dwie książki: “Nie wszystko na sprzedaż” (autobiografia, 2004) i “Kocha, lubi i żartuje...” (zbiór opowiadań, 2006). Jest autorką wielu felietonów dla różnych wydawnictw prasowych. Uhonorowana wieloma nagrodami państwowymi, m.in. Krzyżem Kawalerskim i Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1989), Legią Honorową Republiki Francji (1997) i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą (1997).

- Po zakończeniu II wojny światowej wraz z rodziną trafiła Pani na Dolny Śląsk do Karpacza.

Beata Tyszkiewicz: - Rzeczywiście. Dzięki matczynej determinacji znaleźliśmy się na Ziemiach Odzyskanych w Bierutowicach, dzielnicy Karpacza. Moja mama (Barbara z Rechowiczów) była wtedy jedną z trojga Polaków, którzy jako pierwsi po wojnie zjawili się w okolicach Jeleniej Góry.

Moja mama dostała pracę jako dyrektor hotelu Wang w Karpaczu. Musiała się godzić na każde warunki, bo znalezienie jakiegokolwiek źródła utrzymania z jej nazwiskiem graniczyło w tamtych czasach z cudem. Zdecydowała się więc wyjechać na Dolny Śląsk z nami, czyli ze mną i moim bratem Krzysztofem (aktualnie mieszka w Hamburgu, jest producentem filmów o gotowaniu i programów kulinarnych, nie widują się zbyt często). Natomiast mój ojciec osiedlił się w Wielkiej Brytanii, gdzie założył nową rodzinę. Spotkałam się z nim dopiero po 35 latach.

- Pani przygoda z filmem rozpoczęła się w 1956 r., gdy Antoni Bohdziewicz (reżyser filmowy) i Bohdan Korzeniewski (reżyser teatralny) jako pierwsi dostrzegli urodę i wdzięk. W filmie także zagrali: Danuta Szaflarska (Podstolina Hanna), Ryszard Barycz (Wacław Milczek, syn Rejenta), Edward Fertner (Dyndalski, sługa Cześnika), Tadeusz Kondrat (Józef Papkin), Jan Kurnakowicz (Cześnik Maciej Raptusiewicz) i Jacek Woszczerowicz (Rejent Milczek).

Beata Tyszkiewicz: - Kiedy zostałam zaangażowana do znaczącej i wdzięcznej roli Klary w adaptacji filmowej sztuki Aleksandra Fredry “Zemsta”, byłam jeszcze niespełna 17-letnią uczennicą liceum. Ale konserwatywni nauczyciele w szkole wystawili mi świadectwo z ocenami niedostatecznymi.

- Debiutowała Pani również w teatrze. Po premierze spektaklu “Za rzekę w cień drzew” Ernesta Hemingwaya w reżyserii Jacka Woszczerowicza (1964) w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie - Zofia Jasińska w “Tygodniku Powszechnym” napisała wówczas: - Wrażenia niedosytu nie potrafi naprawić nawet świeżość, pastelowość gry i urok Beaty Tyszkiewicz…

Beata Tyszkiewicz: - Właściwie mój debiut sceniczny miał miejsce w wieku 9. lat na deskach Teatru Dolnośląskiego w Jeleniej Górze w inscenizacji “Krysia leśniczanka” Georga Jarno. W “Za rzekę w cień drzew” wystąpiłam w roli Renaty. A wcześniej w 1962 r. w Teatrze Współczesnym w Warszawie po prostu byłam na scenie jako człowiek z prasy w “Karierze Artura Ui” Bertolta Brechta w reż. Erwina Axera u boku takich sław aktorskich jak Tadeusz Łomnicki (Arturo Ui, szef bandy gangsterskiej), Zbigniew Zapasiewicz, Kazimierz Opaliński, Edward Dziewoński, Aleksander Bardini, Tadeusz Fijewski czy Tadeusz Pluciński.

- Jak Pani wspomina swoje lata spędzone w Karpaczu i Jeleniej Górze?

Beata Tyszkiewicz: - Do szkoły zimą jeździłam na nartach. W Karpaczu mama była dyrektorem ogromnego hotelu Wang z całą obsługą niemiecką. Żyło się nam bardzo skromnie. Wszystko robiło się z proszku, koncentratów. Produkty naturalne należały do rzadkości. Zresztą sami Niemcy tak się żywili w czasie wojny. Pamiętam, jak mama pojechała do Jeleniej Góry i na swoje imieniny Barbary, zdobyła czekoladę, masło oraz orzechy na tort. Kucharzowi z hotelu leciały wtedy łzy, bo nie przypuszczał, że kiedykolwiek zobaczy jeszcze prawdziwe produkty. Prezenty na święta Bożego Narodzenia były przemyślane. Robiliśmy je własnoręcznie na drutach, szydełkiem. Potem moja mama prowadziła Składnicę Muzealną Paulinum. Tu poznałam intelektualistów z całego kraju: Marię Dąbrowską oraz profesorów - Kazimierza Michałowskiego i Władysława Tatarkiewicza.

Ogłoszenia

Czytaj również

Tristone rozpoczęło budowę czwartej już hali produkcyjnej na terenie WSSE

Prezydent Szełemej wysoko oceniony w rankingu Newsweeka

Sprawa burmistrza Jacka C. ma charakter rozwojowy

Trzy ważne daty czerwcowe

Jednoosobowa cela dla 22–latka, który zamordował 10–latkę z Mrowin

Kierowcy narzekają i nie przebierają w słowach

Miejskie Zakończenie Roku Szkolnego