MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Czwartek, 28 maja
im. Jaromira, Justyny

Muniek w 9 Fali

Wiadomości: Wałbrzych
Niedziela, 12 grudnia 2010, 18:52
Aktualizacja: Poniedziałek, 13 grudnia 2010, 7:48
Autor: Sven
Fot. Iwona Ziółkowska
W Tawernie 9 Fala wystąpił Muniek Staszczyk z zespołem.

Publiczność miała okazję poznać na żywo nowe, solowe wcielenie artysty. Zaprezentowane kompozycje pochodziły z solowej płyty pt. „Muniek”.

Zespół wystąpił w składzie: Muniek Staszczyk – śpiew, Jan Benedek – gitara, Michał Marecki – instrumenty klawiszowe, Jacek Szafraniec – gitara basowa, Marcin „Ułan” Ułanowski – perkusja i Grzegorz „Budzik” Chudek – perkusja.

- Usłyszeliśmy kompozycje z promowanej płyty oraz utwory, które w przeszłości dla T. Love skomponował Jan Benedek, między innymi: Mad Love, Tina, Motorniczy, Georgie Brown, Stary Boy, Ring Dong, Pocisk miłości, Hot Hot Hot, Kain i Abel, Nabrani, Stany, Dzikość serca, Na bruku, Święty, czy Warszawa.

Przed koncertem przez chwilę rozmawialiśmy z artystą. Oto, co nam powiedział:

- Początki T. Love to wczesne lata osiemdziesiąte. Przy Waszych pierwszych kasetach jest dopisek: nieoficjalne, a tak naprawdę były nielegalne. Jak one powstawały?

Muniek: Muzyka była nagrana z konsolety w czasie koncertu. Nasz ówczesny menager Bobesz kopiował ją na dwukasetowym magnetofonie. Nasz gitarzysta, dzisiaj malarz i profesor na ASP w Warszawie, Janusz Knorowski zrobił okładki. Kasety sprzedawaliśmy po koncertach. W ten sposób nasza muzyka trafiła „pod strzechy”. Zyski były takie, że starczało na obiad i piwo. Proceder był nielegalny, ale władze nie interesowały się tym. Byli zajęci tropieniem opozycji politycznej. W środowisku rock and rollowym byliśmy prekursorami w produkcji kaset. Po nas zrobił to Dezerter i inne zespoły. Nikt nas nie chciał lansować, więc robiliśmy to sami. Szanuję tych naszych pierwszych fanów, którzy kupowali kasety. Od nich nagrywali inni. W ten sposób zaistnieliśmy w świadomości społecznej.

- Potem były już oficjalne płyty: „Miejscowi” i „Wychowanie”. Byliście już znani. Przyszedł rok 1989. Było widać nadchodzące zmiany. Dlaczego zostawiłeś wszystko i wyjechałeś do Anglii?

Muniek: Powodów było kilka. Graliśmy, były coraz większe koncerty, ale z tego nie było wystarczających pieniędzy. Ponadto zespół rozjechał się po Polsce na studia. Większość składu była w Warszawie, perkusista w Krakowie, klawiszowiec w Opolu. Każdy miał jakieś swoje życie, coraz trudniej było się zebrać. Zaczęły się „kwasy” w zespole. Wydaliśmy, co prawda, dwie płyty, ale one nie były dobre. Pierwsza - chaotyczna, druga zbyt „sterylna”. Tak dotrwaliśmy do 1989 roku. Nie powstawały nowe piosenki, straciliśmy impet. Moja żona była w ciąży. Musiałem udźwignąć nadchodzącą rolę ojca. Pojechałem do Londynu. Pracowałem osiem miesięcy. Byłem na kilku koncertach. Zobaczyłem jak dużo dzieliło zespół od prawdziwego zawodowstwa. Na wydarzenia w Polsce i wschodniej Europie patrzyłem przez pryzmat angielskiej prasy. Londyn, to były ciekawe doświadczenia, a zarobione pieniądze wystarczyły dla rodziny na pół roku, no i napisałem „Warszawę”.

- Interesuje Cię polityka?

Muniek: Głosuję. Jestem obywatelem Polski i zależy mi, aby kraj szedł do przodu. „Nie zakochałem się” w żadnym polityku ani partii. Organizacja mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku to dla nas szansa na skok cywilizacyjny. Mam jednak wrażenie, że nie wykorzystujemy tego do końca. Patrzę na to, między innymi, przez pryzmat dróg. Uważam, że tylko w Bośni i Albanii są gorsze niż u nas. Głosowałem na Platformę Obywatelską, ale jestem trochę rozczarowany. W ogóle myślę, że nie mamy najmądrzejszych elit. To wynik naszej skomplikowanej historii, nie tylko komunizmu, ale także zbrodni hitlerowskich i sowieckich. Do tego zabory i te nasze „garby” wynikające z wolności szlacheckiej i trudnego charakteru narodowego. Powinniśmy się jednak cieszyć, bo żyjemy od kilkudziesięciu lat w pokoju i trzeba to wykorzystać. Gdy oglądam telewizję i widzę jak się politycy kłócą przy tych kawkach czy śniadaniach, a potem wychodzą zadowoleni z siebie i wszyscy są kumplami, to uważam, że media poświęcają im zbyt dużo czasu. Ja nie napiszę o nich piosenki. Szkoda na to czasu. Wolę napisać coś, co może będzie ważne za dwadzieścia lat.

- Żadna partia nie namawiała Cię, byś wystartował z ich listy do sejmu czy na radnego?

Muniek: Nie. Ja się do tego nie nadaję. Nie mam partyjnego temperamentu. Wolę to, co robię. Gramy koncerty, puszczają nas w radio i jest w porządku. Zagraliśmy kilka razy dla różnych partii na jakichś ich spotkaniach. Moje miejsce jest na scenie i tyle.

- Macie na koncie jako zespół sporo sukcesów i nagród. Która jest dla Ciebie szczególnie ważna?

Muniek: Szczególnie sobie cenię Mateusza - nagrodę przyznawaną przez Program III Polskiego Radia, ponieważ ja jestem „dzieckiem” Trójki. Wychowałem się, słuchając tej stacji. Mam też wielki szacunek dla osób, które tę nagrodę przyznały. Wojciech Mann czy Piotr Kaczkowski to wielkie autorytety. Nagrodą są dla mnie także kolejne pokolenia fanów.

- Obok grania na scenie zasmakowałeś także muzyki filmowej, epizodów aktorskich, niedawno także dubbingu. Chciałbyś, tak na poważnie, spróbować innych dziedzin sztuki? Może po cichu piszesz „do szuflady” np. powieść?

Muniek: Mam pewną wartość, ale oceniam siebie dość skromnie. Nie każdy jest Leonardo da Vincim. Najlepszy jestem w śpiewaniu z kapelą rock and rollową. Nie wiem, jak długo to jeszcze potrwa, na ile sił wystarczy. Nie czuję się na siłach, żeby robić sto rzeczy jednocześnie. Potrzebny mi jest komfort luzu, dlatego nie piszę felietonów i nie robię podobnych rzeczy. Ale kto wie? Może kiedyś napiszę książkę.

- Którzy muzycy wywarli na Ciebie szczególny wpływ?

Muniek: Na pewno Bob Dylan. On nauczył mnie myśleć. Zawsze pisał o czymś. Jest mi bliski, bo do nikogo się nie wdzięczy. The Clash pokazali, że nie trzeba iść w banał, żeby napisać fajną piosenkę. Bob Marley, który robił muzykę do tańca i jednocześnie śpiewał o rzeczach ważnych. Rolling Stones jako symbol „niegrzecznego” zespołu.

- Na płycie „Muniek” jesteś sentymentalny, refleksyjny. Jak publiczność odebrała to nowe wcielenie?

Muniek: Płyta sprzedaje się dobrze, radiowo także mogę mówić o sukcesie. Z koncertami bywa różnie. Zdarzyło się, że występ się nie odbył, mimo że ludzie mnie znają, a ksywa „Muniek” coś znaczy. To jest dla mnie taka lekcja pokory, że nie zawsze jest różowo. A teksty są refleksyjne i sentymentalne, bo ja taki też bywam. W każdym razie drugiej takiej płyty nie planuję.

- A co planujesz?

Muniek: Teraz najważniejsza jest płyta T. Love. To będzie taki powrót do korzeni. Blues, folk, country. Będzie pobrzmiewał Muddy Waters, Johnny Cash, Bob Dylan. Realnie oceniam, że płyta ukaże się w 2012 roku. Mamy już dziesięć utworów, ale przed nami jeszcze dużo pracy, bo to ma być dwupłytowy album. Będzie akurat na jubileusz trzydziestolecia działalności zespołu.

- Dziękuję za rozmowę.

Ogłoszenia

Czytaj również

Dotrzymali słowa

Rozmowa online

Nowy singiel SILENTlive

Komentarze (2) Dodaj komentarz

~Niepoprawny 13-12-2010 9:51
"Głosowałem na Platformę Obywatelską, ale jestem rozczarowany"- cóż, jeśli posiada się tak wybitny zmysł POlityczny to teraz można wciskać ludziom kit. Muniek, ty lepiej graj a nie tutaj Politykujesz...
pusty_smiech 13-12-2010 11:27
przy całym szacunku, trudno zauważyć w solowej twórczości Muńka nawiązania do twórców, na których rzekomo się wzoruje. Jasne, że będzie to ostatnia taka płyta w karierze Muńka, bo widzi jej odbiór wśród publiczności. Moim zdaniem płyta jest mdła, nadaje się do popołudniowego pasma radia bzdet i tyle. Z tych pszczół miodu nie będzie. Benedek, taki wielki kumpel z początkowych czasów zespołu, rzekomy świetny kompozytor, a wychodzi, że chciał się tylko przylansować przy boku bardziej znanego nazwiska. ehh...

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Raport prezydenta

Co słychać w Wałbrzychu?

Nagroda dla aktora

Wirtualny teatr

Weź udział w spotkaniu